Toruń na szarym końcu rankingu zamożności miast wojewódzkich. Eksperci studzą emocje
Gdzie w Polsce żyje się najlepiej pod względem finansowym? Odpowiedź na to pytanie próbuje co roku dać pismo „Wspólnota”, publikując ranking zamożności samorządów. W tegorocznym zestawieniu dla miast wojewódzkich na ostatnim, 18. miejscu znalazł się Toruń z dochodem własnym i subwencjami na mieszkańca wynoszącym zaledwie 8 615,40 zł. To ponad 5 tysięcy złotych mniej niż w Warszawie, która z wynikiem 13 654,71 zł pewnie obroniła pozycję lidera. Czy jednak sam ranking oddaje prawdziwą zamożność mieszkańców? Toruńscy publicyści mają wątpliwości.
Ranking „Wspólnoty” – jak liczono zamożność?
Opublikowany w styczniu raport to 48-stronicowy dokument analizujący sytuację finansową jednostek samorządu terytorialnego w 2025 roku. Obejmuje on nie tylko miasta wojewódzkie, ale także województwa, powiaty, miasta na prawach powiatu oraz gminy wiejskie. Jego autorami są Paweł Swianiewicz i Julita Łukomska, ekonomiści związani z „Wspólnotą”.
Jak podkreślają twórcy rankingu,
Kluczowa jest jednak metodologia – w zestawieniu uwzględniono jedynie dochody własne oraz subwencje, pomijając całkowicie dotacje celowe. Autorzy tłumaczą to chęcią uniknięcia chwilowych, jednorazowych skoków zamożności spowodowanych wielkimi inwestycjami.To miał być rok wielkich zmian w finansach samorządów. Pierwszy rok obowiązywania nowej ustawy o dochodach JST przyniósł wprawdzie wyraźną poprawę sytuacji finansowej większości gmin, powiatów i województw, ale nie zmienił mapy samorządowej zamożności.
Paweł Swianiewicz i Julita Łukomska, autorzy rankingu
Toruń na tle innych miast wojewódzkich
W czołówce rankingu nie ma niespodzianek. Warszawa (13 654,71 zł) wyprzedza Opole (11 255,91 zł) i Wrocław (11 024,21 zł). W gronie najbiedniejszych znalazły się miasta województwa kujawsko-pomorskiego – Bydgoszcz (8 835,01 zł) zajęła 16. miejsce, Gorzów Wielkopolski (8 728,11 zł) jest 17., a Toruń zamyka stawkę z wynikiem 8 615,40 zł.
Dla porównania – Lublin, który uplasował się tuż nad strefą spadkową na 15. pozycji, ma wskaźnik 8 960,67 zł. Różnica między Toruniem a Lublinem wynosi zatem niespełna 350 zł na mieszkańca. W zestawieniu widać wyraźnie, że dystans między miastami w dolnej części tabeli jest minimalny, a ostateczna kolejność mogłaby się zmienić przy niewielkich wahaniach budżetowych.
Wątpliwości toruńskiego publicysty – czy ranking nie zniekształca obrazu?
Głos w sprawie zabrał toruński publicysta Ryszard Warta, który w ostrych słowach skrytykował wyciąganie pochopnych wniosków na podstawie samego rankingu. Zwraca uwagę, że pominięcie dotacji celowych może wypaczać obraz rzeczywistej zamożności mieszkańców.
Warta podaje konkretne kontrargumenty:
Przytacza dane Głównego Urzędu Statystycznego, według których średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w Toruniu wynosi 8 957,33 zł, podczas gdy w Lublinie jest to 7 994,25 zł. Z kolei stopa bezrobocia w Toruniu to 3,9%, a w Lublinie 5,3%. Oznacza to, że pod względem siły nabywczej mieszkańców i dostępności miejsc pracy Toruń wypada lepiej niż niejedno miasto z wyższym miejscem w rankingu budżetowym.Oczywiście, także z tego zestawu danych nie powinno się wyciągać pochopnych wniosków, niemniej widać tu dobrze, że z tą 'zamożnością' i jej mierzeniem może być bardzo różnie.
Ryszard Warta, publicysta
Dlaczego ten temat jest ważny dla mieszkańców Torunia?
Dla torunian niechlubne ostatnie miejsce w ogólnopolskim zestawieniu to nie tylko kwestia prestiżu. Może ono wpływać na postrzeganie miasta przez inwestorów, potencjalnych nowych mieszkańców czy turystów. Co więcej, niski wskaźnik dochodów własnych per capita oznacza mniejsze możliwości inwestycyjne samorządu – mniej pieniędzy na remonty dróg, nowe przedszkola czy modernizację infrastruktury kulturalnej. Jednocześnie dane GUS pokazują, że sytuacja ekonomiczna samych mieszkańców nie jest najgorsza, co rodzi dyskusję o tym, czy samorząd nie marnuje potencjału płynącego z lokalnej gospodarki.
Co dalej? Spór o metodologię i realne potrzeby
Ranking „Wspólnoty” jest co roku szeroko komentowany, ale rzadko prowadzi do konkretnych działań. Władze Torunia będą musiały zmierzyć się z wyzwaniem poprawy dochodów własnych – bez zwiększenia wpływów z podatków lokalnych i subwencji trudno będzie awansować w kolejnych edycjach. Tymczasem eksperci apelują, by nie traktować rankingu jako jedynego miernika atrakcyjności miasta. Dla mieszkańców ważniejsze od suchej statystyki budżetowej są bowiem realne zarobki, dostępność pracy i jakość usług publicznych. To właśnie te parametry, jak pokazuje przykład Torunia, mogą stać w sprzeczności z oficjalnym wskaźnikiem „zamożności” samorządu. Źródłem informacji jest pismo „Wspólnota” oraz cytowane w artykule wypowiedzi publicystów.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!