Toruński PiS w pułapce lojalności: nikt nie decyduje się na przejście do Morawieckiego
W Toruniu żaden z lokalnych działaczy Prawa i Sprawiedliwości nie zareagował na ruch Mateusza Morawieckiego – nikt nie zadeklarował przejścia do stowarzyszenia Rozwój Plus, nikt nie podniósł ręki, nikt nie wystąpił publicznie. W kraju trwa rozłam, a w stolicy województwa kujawsko-pomorskiego cicha zgoda na status quo. Dlaczego toruńscy politycy PiS wolą siedzieć cicho, skoro przed nimi otwiera się szansa na lepsze pozycje wyborcze?
Lojalność czy strach? – toruński PiS nie chce ryzykować
Mateusz Morawiecki, były premier i lider stowarzyszenia Rozwój Plus, zapowiedział utworzenie własnego klubu parlamentarnego. Ma on liczyć 40 posłów, co czyniłoby go trzecią siłą w Sejmie. To realna propozycja dla polityków, którzy dotąd zajmowali drugi lub trzeci rząd na listach PiS – mogliby wejść na pierwsze miejsce. Taką możliwość mieli również działacze toruńscy, ale żaden z nich nie odważył się na krok ku nowej inicjatywie.
Autor komentarza na łamach portalu ototorun.pl podkreśla, że decyzja o pozostaniu bierną wynika z obawy przed ryzykiem. Działacze boją się, że Rozwój Plus nie wypali, a wtedy zostaną skreśleni w swoim macierzystym środowisku. Nawet jeśli przed wyborami dojdzie do połączenia sił z PiS, to – zdaniem komentatora – Morawiecki może wywalczyć wysokie lokaty dla swoich ludzi, wyższe niż te, które mają teraz ulegli wobec prezesa.
Krzysztof Szczucki – spadochroniarz bez toruńskiego wkładu
Mimo że w Sejmie z okręgu toruńskiego zasiada Krzysztof Szczucki, autor tekstu nie uznaje go za reprezentanta lokalnego PiS. Określa go mianem „spadochroniarza”, który z miastem nie ma nic wspólnego. Co więcej, przypomina, że nie zrobił on niczego konkretnego dla Torunia – nie pomógł radnym, nie pojawił się na ostatniej konferencji dotyczącej szpitala wojewódzkiego.
W tej sytuacji naturalną postacią toruńskiego PiS pozostaje Joanna Borowiak, poseł z tego okręgu. Jednak i ona wzbudza kontrowersje – we wtorek śpiewała na wiecu poparcia dla Daniela Obajtka. Autor ironicznie zauważa, że nawet w samym PiS nie wszyscy ją kojarzą. To pokazuje, jak słaba jest reprezentacja partyjna w mieście i jak niewiele robi ona dla lokalnej społeczności.
Joanna Borowiak i wiec dla Obajtka – symboliczne gesty
Wspomniane wystąpienie Joanny Borowiak na wiecu wspierającym prezesa Orlenu to – zdaniem autora – jeden z niewielu publicznych przejawów działalności toruńskich posłów PiS. Brakuje natomiast realnych działań, które przekładałyby się na poprawę sytuacji mieszkańców, np. w ochronie zdrowia czy infrastrukturze.
Dla lokalnych obserwatorów polityki taka postawa oznacza, że toruński PiS stawia przede wszystkim na lojalność wobec Jarosława Kaczyńskiego, a nie na efektywną pracę dla miasta. W efekcie nawet gdy pojawia się szansa na zmianę – jak oferta Morawieckiego – nikt nie ryzykuje, bo bezpieczniej jest milczeć i oglądać się na Nowogrodzką.
Ta sytuacja ma bezpośrednie przełożenie na życie mieszkańców Torunia. Jeśli lokalni politycy nie wykazują inicjatywy ani ambicji, miasto traci możliwość pozyskania silnych reprezentantów w parlamencie, którzy mogliby skutecznie lobbować na rzecz kluczowych inwestycji – np. rozbudowy szpitala wojewódzkiego czy poprawy komunikacji. Brak odwagi do zmiany oznacza utrwalenie marazmu, który od lat dotyka lokalną scenę polityczną.
W najbliższych miesiącach okaże się, czy toruńscy działacze PiS zmienią zdanie, czy też pozostaną wierni do końca. Tymczasem w kraju klub Morawieckiego już nabiera kształtów – niebawem może być za późno, by wskoczyć do pociągu. Dla tych, którzy chcieli zrobić karierę, czas ucieka.
Źródło: Portal ototorun.pl
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!