Spór o obsadę SOR w Toruniu. Lekarze alarmują o możliwych nieprawidłowościach
Wojewódzki Szpital Zespolony im. Ludwika Rydygiera w Toruniu znalazł się pod lupą po zarzutach Porozumienia Rezydentów, które twierdzi, że podczas części dyżurów na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym może brakować lekarza systemu.
Rezydenci alarmują o obsadzie dyżurów
Porozumienie Rezydentów, organizacja zrzeszająca lekarzy w trakcie specjalizacji, opublikowało stanowisko, w którym zwraca uwagę na możliwe problemy z organizacją pracy toruńskiego SOR-u. Według przekazywanych informacji w części dyżurów nie ma lekarza systemu, czyli specjalisty z kwalifikacjami wymaganymi w ratownictwie medycznym.
W ocenie rezydentów skutki takiej organizacji mogą być poważne, bo część pacjentów ma być wtedy przyjmowana przez lekarzy pracujących równolegle także w innych oddziałach. Jak wskazują, taki model może wydłużać czas oczekiwania na pomoc i stwarzać ryzyko dla osób w stanach nagłych.
Co natomiast stało się z sygnalistami, którzy sprawę zgłaszali? Są zastraszani i karani naganami.
Porozumienie Rezydentów
Rezydenci informują, że o sprawie zawiadomili dyrekcję toruńskiej lecznicy, Narodowy Fundusz Zdrowia oraz resort zdrowia. Apelują też o niezależną kontrolę, która miałaby objąć dokumentację, organizację pracy i wpływ obecnego systemu na bezpieczeństwo pacjentów.
Szpital przedstawia własną wersję
Do zarzutów odniósł się dr n. med. Janusz Mielcarek, rzecznik Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego. Jak przekazał, na stałe w SOR zatrudnionych jest dwóch specjalistów medycyny ratunkowej oraz trzech lekarzy dyżurnych. Każdy dyżur mają uzupełniać lekarze kierowani z oddziałów szpitalnych, w tym chirurdzy, interniści, neurolodzy, kardiolodzy i ortopedzi.
Rzecznik podkreślił, że na czas pracy w SOR ci lekarze są zwalniani z obowiązków w oddziałach macierzystych. Według danych przekazanych przez szpital podczas dyżuru w oddziale pracuje łącznie od pięciu do sześciu lekarzy, wspieranych przez 10-12 ratowników medycznych i trzy pielęgniarki.
Lecznica podała również, że wcześniejsze kontrole prowadzone przez wojewodę nie wykazały nieprawidłowości ani w obsadzie kadrowej, ani w dokumentacji. Szpital zaznaczył także, że nie posiada wiedzy o osobach mających formalny status sygnalistów, czyli objętych ochroną przed odwetem za zgłaszanie nieprawidłowości.
Pracownicy SOR narażeni są często na agresję i niezadowolenie ze strony chorych i ich rodzin. Z drugiej strony praca w tym oddziale daje możliwość nauki nowoczesnych metod diagnostycznych, zdobywania doświadczenia zabiegowego, umiejętności zarządzania kryzysowego i pracy w interdyscyplinarnym zespole co dla młodych lekarzy jest bezcenne i umożliwia pełen rozwój zawodowy.
dr n. med. Janusz Mielcarek, rzecznik Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego
Szpital przyznaje jednocześnie, że problemem jest brak chętnych do pracy w SOR. Jako jedną z przyczyn wskazuje napiętą atmosferę i częste sytuacje konfliktowe związane z agresją ze strony pacjentów i ich rodzin.
Radni PiS chcą pilnych kontroli
Na doniesienia zareagowali radni Prawa i Sprawiedliwości. Wiceprzewodniczący rady miasta Michał Jakubaszek oraz przewodniczący klubu radnych PiS Adrian Mól skierowali pisma do marszałka Piotra Całbeckiego i wojewody kujawsko-pomorskiego, domagając się wyjaśnień.
W ich ocenie sprawa wymaga natychmiastowej i pełnej przejrzystości, zwłaszcza że dotyczy oddziału, do którego trafiają osoby w bezpośrednim zagrożeniu zdrowia i życia. Radni chcą sprawdzenia rzeczywistej obsady, grafików dyżurów, dokumentacji przekazywanej do NFZ oraz tego, czy jeden lekarz nie był wykazywany jednocześnie w więcej niż jednym miejscu.
- weryfikacja rzeczywistej liczby lekarzy na dyżurach,
- analiza grafików pracy personelu,
- sprawdzenie dokumentacji przekazywanej do NFZ,
- ustalenie, czy dochodziło do podwójnego wykazywania dyżurów,
- wyjaśnienie, czy wcześniej do władz województwa trafiały sygnały o nieprawidłowościach.
Samorządowcy podkreślają, że nie przesądzają winy żadnej osoby ani instytucji. Zaznaczają też, że ich działania mają służyć obronie pacjentów oraz uczciwych pracowników ochrony zdrowia.
Dlaczego ta sprawa ma znaczenie dla Torunia
Spór o funkcjonowanie SOR-u dotyczy miejsca, które dla mieszkańców Torunia i okolic jest jednym z najważniejszych punktów pierwszego kontaktu w nagłych przypadkach. To właśnie tam trafiają pacjenci wymagający szybkiej diagnostyki, decyzji i natychmiastowej pomocy, dlatego każda wątpliwość dotycząca obsady i organizacji pracy budzi zrozumiałe emocje.
Jeśli pojawiają się pytania o dokumentację, dyżury i bezpieczeństwo pacjentów, sprawa przestaje być wyłącznie wewnętrznym sporem szpitala z personelem. Staje się tematem publicznym, bo dotyka zaufania do całego systemu ochrony zdrowia w regionie.
Co dalej w sprawie SOR-u
Na tym etapie obie strony przedstawiają własne argumenty: rezydenci domagają się niezależnej kontroli, a szpital odpiera zarzuty, powołując się na dotychczasowe wyniki kontroli i organizację pracy oddziału. Teraz piłka jest po stronie instytucji, które mogą zweryfikować zgłoszone wątpliwości.
W najbliższym czasie kluczowe będzie to, czy marszałek Piotr Całbecki i wojewoda kujawsko-pomorski podejmą działania kontrolne oraz czy ich wynik pozwoli rozstrzygnąć, jak naprawdę wygląda obsada dyżurów w toruńskim SOR-ze.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!